2017-06-04

Podsumowanie Głupoty Młodzieńczej

Jesteśmy ludźmi
chciałoby się wszystko
wszystko najlepiej
chciałoby się inaczej
inaczej niż wszyscy
chciałoby się bezbłędnie
chciałoby się obłędnie

wyrwana z domu
jak kartka z zeszystu
złożona w origami
chcąć latać nad dachami
latać jak w snach
za szybko i niemożliwie

chciałoby się łatwo
chciałoby się łatwiej
chciałoby sie prościej
chciałoby się z sensem

lat mam mało
a w mojej głowie
wiją się one
jak taśmy filmowe

kim jestem i dlaczego
chciałoby się nic złego
tyle wiem i jestem głupia
taka nauka
przynajmniej

tak wiele by się chciało
tylko się nie pomyślało
jesteśmy ludźmi



2017-06-03

Kawa mnie budzi zamiast słońca

1.01.2017

Kawa mnie budzi zamiast słońca
jej gorzki smak tańczy wokół wspomnień słodkich dni
wdycham powietrze bez końca
tygrysy moich myśli polują na sny

Mam wszystko i nic nie mam
bardziej jestem niż mnie nie ma
kalenarze mojej głowy
w drobny mak zamieniam

i rozsypuję go jak pył gwiezdny
na rozważania i plany
wsnuwam się jak turysta przejezdny
między pamięci plamy

Kawa mnie budzi zamiast słońca
wypijam ją rano do końca
zamiast świtu mnie budzi
własna świadomość drżąca

Zimą nie ma znaczenia
pora dnia czy nocy
kiedy liczysz dni do przeznaczenia
ono cię właśnie zaskoczy

Rok czy dwa czy miesiąc czy wieczność
tańczyć chcę poza czasem
w ten sposób ominąć konieczność
fantastyczności otoczyć się lasem

Jak nie da się zmienić pór roku
godzinom dotrzymać kroku
wstaję i żyję wszystko inne błahe
z resztką snu jeszcze na oku


2017-03-08

Softened Fingertips

Surrounded by sounds
and unwashed dishes;
clothes affixed to the
broken chairs
and hopes unspoken;
I attain peace.

Over the stains of days
on electric devices
and trails of dust
swirling between the carpets
I soften my fingertips.

Through undressed shamelessly
amused corncobs
I inhale the wind-moved shadows
to my lungs
inhabited by long-eared hares
absconders of my 
Cambridge-designed mug.

What isn't possible 
in these occurrences ?

What occurrences would
stop me
from word-praying
sound-praising
concoct and dream up?



2016-12-05

Endless poems



Sometimes I’d like to write endless poems
about how it feels to be free,
and how today society runs away from it.

About moments of simple inner joy,
achieved without audience and their appreciation.

About deepest lakes in a single lonesome soul,
and how pace of living in this world
makes us less and less aware of their existence.

About how I’m scared of footsteps of this giant robot of civilization,
who crushes gradually
any remains of natural beauty of life
and transforms tribal villages of true and honesty
into ever-effective machines separated from any actual content of life.

About how angry you can get
when you have to fight for your rights
to be a woman, to be a man, to think, to choose and decide.

About injustice in setting priorities;
splitting up goods by rich establishment;
restrictiveness, falsification of information or even its complete lack.

About carelessness of people in their personal lives,
fading ability to respect, tolerate and understand.

About how feelings are no longer considered as the normal part of human life:
the less of them, the more effective you can get in social and working environment;
the more feelings, the bigger chance to become a rejected misfit weirdo.

About how attempts of finding your own path,
rebelling against the social order,
even without actual harm to anyone,
meets the risk of being put in hands of institutions,
being diagnosed with full-range of so-called psychiatric diseases and separated from your life.

And about how you can feel
when for all you do you get nothing,
or for nothing you did you get everything.

And about love,
of which you have to take care
like of a fragile little plant inside your heart.

Sometimes I’d like to write endless poems…



2016-07-23

Wilcza pogoda

Bezmózgi urok sielanki spływa na twarze. To świeci słońce. Problemy cywilizacji polskiej znikają w odblaskach wiosny i zbliżającego się lata. Nie ma nic szokującego w obserwacji, że tutaj pory roku mają wpływ na obywateli i ich nastroje mniej więcej taki, jak wilk na stado pobekujących owiec.
http://aunatural.tumblr.com/post/14863638591/vanmeer-via-peanut-soup-deluxe-christinaZ perspektywy czasu można stwierdzić, że nie wszystkie nastroje są uzależnione od pogody. Jak głosi maksyma z haftowanej makaty nad kuchennym stołem: żale i jęki to Polaków wdzięki, więc nietrudno było staremu człowiekowi wyrzucić ją, młodą i obojętną, z publicznej ławki na placu, warcząc, że to nie jej ławka. Chyba Laura stanie się tak cyniczna jak w większości swoich żartów. Takie warunki. Co poradzić. Dobra, tylko żartowała. Rozprostowując ramiona, przeciąga się na innej ławce, wystawia bladą jak zima twarz do nieśmiałego słońca. Wystarczy, że pogoda wilkiem dla społeczeństwa owczego, z którego na dodatek rząd zdziera wełnę. A jednak nie wiadomo do końca jakie stanowisko zająć wobec tego kraju. Kiedy zostanie się uznanym za radykała, kiedy za zobojętniałego tępaka, a kiedy za furiata i faszystę. Laura zaczynała się skłaniać ku wersji dla niej najprostszej i najrozsądniejszej, czyli pozwolenia, by nazwali ją egoistką i wyjechania do kraju, w którym albo pogoda jest ładniejsza, albo rząd nie zdziera, albo jedno i drugie. A na pewno gdzie nie jest się nieustannie wkładanym do szufladek, przekładanym czasem z jednej do drugiej przy brzmieniu słów gorzkich jak ciepłe piwo: zmieniłeś/łaś się! Na gorsze! Jest taki kraj gdzieś?